Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (28)
Z Anielką, a głównie z Placówką, opuścił Prus niwę noweli, a wszedł na pole powieści, gdzie zamierzył spróbować swych sił w ramach dzieła obszerniejszego i napisał trzytomową Lalkę88. Tworzył on ją i jednocześnie drukował (w „Kurierze Codziennym”) lat parę, a chociaż w wydaniu książkowym (1890) zatarł wiele śladów tej kawałkowej pracy, niektóre ze szkodą dla całości pozostały. Przeciwko takiemu sposobowi pisania, wywołanemu u nas rozrastaniem się dziennikarstwa, a praktykowanemu niemal powszechnie, występowano już nieraz z naganą lub żalem, a zawsze z dobrą racją. Każdy autor tworzy częściami, ale nie utrwalając ich natychmiast drukiem, może później usuwać sprzeczności, poprawiać błędy, słowem, dostrajać całość do jednego tonu i siły. Nadto nie skrępowany koniecznością dostarczenia rękopisu z dnia na dzień, może wybierać sobie do pracydnie stosowne, a omijać nieprzyjazne, wyzyskiwać chwile ochoty, zapału i zdrowia, a przepuszczać chwile przygnębienia, niechęci i choroby. Wprawdzie Prus nie dotrzymywał ściśle terminów, robił w drukowaniu Lalki przerwy kilkodniowe, a nawet kilkomiesięczne85, tak że zrozpaczona redakcja musiała jego i siebie bronić od szturmu czytelników, ale nie zdołał zapobiec ujemnym skutkom tworzenia ułamkowego. Sprowadzała je zaś nie tylko owa metoda, ale także natura jego talentu. Może najsłabszą jego stroną jest plan, układ, kompozycja, zwłaszcza o skali większej. Jest to widocznym, że Prus, rozpoczynając swą powieść, nie znał sam ani jej rozmiarów, ani całego wątku, ani wszystkich postaci i dopiero podczas pisania wysnuwał pomysły i wprowadzał figury. Czasem zdaje się, że w zakłopotaniu 0 dalszy ciąg chwyta z bieżącego potoku jakąś kwestię i wplata ją w treść opowiadania, tak że w niej odnaleźć można wszystkie ważniejsze przedmioty myśli, które przesunęły się przez pracę podczas paroletniego druku Lalki. Te domieszki stanowią w niej żywioł społeczny jak gdyby tendencyjny, natomiast nić główna zwija się z analiz psychologicznych. Chłopiec służący w handlu win, Wokulski, ogarnięty pragnieniem wiedzy, pożera w wolnych chwilach książki, przy-gotowywa się do egzaminu i wstępuje do Szkoły Głównej, odurzony ciągle marzeniami o nowych wynalazkach. Ale gdy rzeczywistość potargała mu złudzenia i odarła ze skromnych zasobów, postanowił gonić szczęście po tej drodze, po której ono bieży — wszedł do handlu, gdzie naprzód zdobył i poślubił bogatą wdowę.
Comments are closed for this entry.