Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (29)
„— Wiem — rzekł do przyjaciela — że jestem świnia, ale jeszcze najmniejsza z tych, jakie tu, u was, cieszą się publicznym szacunkiem.”
Później objaśniał, że „sprzedał się nie dla zyskania majątku, ale z nędzy”.
Objąwszy wraz z żoną sklep galanteryjny, rozwinął jego obroty, do czego mu dopomogły zwłaszcza zawiązane stosunki z kupcami moskiewskimi. „My odpoczywaliśmy przynajmniej w święto — opowiada jego subiekt — podczas gdy on, nieborak, właśnie w święto od rana musiał brać żonę pod pachę i maszerować przed południem do kościoła, po południu z wizytami, wieczorem do teatru.” Był małżonkiem dziwnie potulnym, nie zdradzającym wcale przyszłego hartu. „Żona, dostrzegłszy, że między kundmankami trafiają się przystojne, cofnęła Stacha z sali frontowej za szafy i jeszcze kazała mu zrobić tam budkę, w której siedząc jak dzikie zwierzę, prowadził księgi sklepowe.” Po pięciu latach takiej doli stracił żonę, która zmarła „objadłszy się czegoś” — według tomu I — czy też po wytarciu się jakimś odmładzającym „likworem” — według II90. Wokulski „po tym nieszczęściu milczał, ale jeszcze bardziej osowiał. Mając kilka tysięcy rubli dochodu, przestał zajmować się handlem, zerwał ze znajomymi i zagrzebał się w naukowych książkach.” Pewnego dnia poszedł do teatru i wrócił odrodzony: „wyprostował się, oko nabrało blasku, głos siły”92. Ujrzał tam bowiem pannę Izabelę Łęcką, w której od razu się rozkochał. Ponieważ należała ona do sfery arystokratycznej, więc Wokulski postanowił wypełnić istniejący między nimi przedział towarzyski pieniędzmi i w tym celu wyjechał do Bułgarii, gdzie toczyła się wojna, dla zrobienia majątku na dostawach. Rzeczywiście w dwa lata zdobył „przeszło trzysta tysięcy rubli”. Opowiadając o tym przyjacielowi, uspokaja słuszną jego obawę o czystość źródeł takiej sumy:
„— Nie bój się [...] Grosz ten zarobiłem uczciwie, nawet ciężko, bardzo ciężko. Cały sekret polega na tym, żem miał bogatego wspólnika [kupca moskiewskiego] i że kontentowałem się cztery i pięć razy mniejszym zyskiem niż inni.”
Naturalnie pomimo wszystkich zapewnień bohatera czytelnicy powątpiewają ciągle o „uczciwości” i „całości sekretu” wypompowania tylu rubli w Bułgarii, ale wreszcie sam on później rozdziera sobie złudzenie: „Zmieszałem się z ekonomicznymi szulerami, stawiałem na kartę pracę i życie, no… i wygrałem. Ja, idealista, ja, uczony, ja, który przecie rozumiem, że pół miliona [łącznie ze sklepem] rubli człowiek nie mógłby wypracować przez całe życie, nawet przez trzy życia. A jedyną pociechą, jaką jeszcze wyniosłem z tej szulerki, jest pewność, żem nie kradł i nie oszukiwał [pociecha zwodna, bo musiał oszukiwać]. Mówiąc prawdę, powinien bym ten wyszulerowany majątek zwrócić ogółowi.”94 Nie ulega wszakże temu popędowi. Wprawdzie wspiera jakiegoś furmana i dróżnika, oddaje do magdalenek i wprowadza na drogę cnoty upadłą kobietę, podobno pomaga studentom i rzemieślnikom, zawiązuje nawet jakąś dość fantastyczną „spółkę do handlu z cesarstwem”, w której uczestniczą książęta i hrabiowie i która, dając dobre zyski, upada dzięki ich niedołęstwu, ale obywatelskie jego czyny albo są nikłe, albo też wypływają jedynie z chęci podobania się pannie Izabeli. Tej chęci, a właściwie manii, dogadza on, rzucając pieniądze wszędzie, gdzie tylko spotka potrzebę lub kaprys ubóstwianej. Może to zaś czynić, gdyż niewyczerpanym upustem zlewają się na niego ciągle potoki rubli.
Comments are closed for this entry.