Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (30)
Wyjeżdża np. raz do Moskwy i „nie wiadomo, co tam robi”, dość że przywozi 70 000 rubli; wyjeżdża drugi raz dla uregulowania rachunków z dawnym spólnikiem, u którego już „ma z pół miliona rubli”; znajduje się w Paryżu, gdzie ten spólnik nabywa statki — i znowu z tej operacji przypada Wokul-skiemu „ogromny a najzupełniej legalny zysk”. Toteż wygląda on czasem jak rozpruty worek pieniędzy, z którego one wylatują na bruk, a biegnąca za wozem gawiedź zbiera je skwapliwie. Wszystkie jednak garście złota, którymi obsypuje drogę spaceru przez życie panny Izabeli, nie otwierają mu jej serca. Wychowana w atmosferze zbytku i elegancji, czuje odrazę do kupca; po stratach majątkowych ojca przyjemności bogactwa i pewne zrozumiałe dla niej zalety, jakie jej ofiaruje czuły natręt, przyciągają ją ku niemu na chwilę, ale szybko odchyla się ona w stronę innych wielbicieli, często zwykle bezwartościowych moralnie i umysłowo, ale jednogatunkowych. Głos wewnętrzny tłomaczy to Wokulskiemu dosadnie: „Najpiękniejszy lew jest wstrętnym dla krowy albo orzeł dla gęsi [...] Unikaj zatem samic innego gatunku.”95 On wszakże z uroku tej „samicy” wyzwolić się nie może. Niezliczoną ilość razy uświadamia sobie swoją naiwność, jej niechęć, a nawet przewrotność, ale po każdym zawodzie i rozczarowaniu otacza się mgłą nowej iluzji. Ten ruch wahadłowy jego serca w stronę niewiary lub nadziei, to ustawiczne przekonywanie się o obojętności lub obłudzie fanatycznie kochanej kobiety wraz z na tychmiastową obroną jej postępowania stanowią główną osnowę Lalki, której akcja skutkiem tego kręci się jak fryga na jednym miejscu i nuży swą jednostajnością. Zmęczony taką kołowacizną miłosną czytelnik obrzydza sobie wreszcie nieuleczalnego maniaka, który okazując, a nawet popisując się hartem i energią w życiu, wobec kobiety próżnej, która go lekceważy i zaledwie pajęczą nicią zalotności trzyma, jest chorobliwie niedołężnym i niepoprawnym mazgajem. Gdy po długim szeregu zawodów, upokorzeń i jęków nareszcie odbiera sobie życie w ruinach zamku, uznajemy, że na śmierć i odpoczynek zasłużył, ale nie na żal, a tym mniej na cześć. Budzi on bowiem więcej współczucia niż podziwu, którego doznajemy tylko wobec jego sztuki szybkiego mnożenia pieniędzy. Czy możliwym jest logicznie i życiowo taki człowiek z dwu różnorodnych połów sklejony? Wątpimy, chociaż on sam o sobie powiada: „We mnie jest dwu ludzi, jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat.”96 Rozsądek z wariactwem nieraz łączy się, ale chyba nigdy praktyczność z idealizmem, energia ze słabością, twardość z miękkością, rozum z głupotą. Ten człowiek, który zaglądającą mu w oczy biedę odpędza ożenkiem z bogatą wdową, który jest wybornym kupcem, spekulantem, przedsiębiorcą, który w ciągu kilku lat z 30 000 rs. robi 600 000, krąży koło panny jak gimnazista, nie może się zdobyć na żadną stanowczość, rozgrzebuje ciągle myślą swoje miłosne żużle, zatapia ją w majaczeniach alchemika, a przy tym ulega halucynacjom i napadom nerwowym. Wystawcie sobie tego dostawcę z wojny bułgarskiej, który na widok swej postaci, odbitej w lustrze… „zerwał się z łóżka, jego sobowtór zerwał się również szybko. Pobiegł do okna — tamten także. Otworzył gorączkowo walizkę, ażeby się przebrać — i tamten również zaczął przebierać się, widocznie z zamiarem wyjścia na miasto. Wokulski czuł, że musi uciec z tego pokoju.” Tacy ludzie nie trudnią się dostawami wojskowymi, a w każdym razie nie zarabiają na nich.
Comments are closed for this entry.