Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (32)
Za tą trójcą pierwszego planu Lalki stoi liczna grupa figur podrzędnych, nieraz mistrzowsko naszkicowanych: pani Stawska, młoda wdowa zakochana w Wokulskim; Szlangbaum, szaradzista; doktor Szu-man, przepyszny okaz swojej (żydowskiej) rasy; arystokraci najrozmaitszych odmian; studenci, subiekci itd. Każda z tych figur rzucona jest na tło życiowe, znakomicie odtworzone. Pomysłowość fantazji współzawodniczy z wiernością fotografii, a ponieważ Prus jest mistrzem szczegółów, więc w tych drobiazgach sypią mu się spod pióra perły artyzmu, zwłaszcza gdy je nasączy humorem. Oto sylwetka fryzjera, który strzygąc Wokulskiego, opowiada o zabawie na Saskiej Kępie:
„Pokłócili się w tańcu i — proszę sobie wyobrazić, że jeden, chcąc kopnąć drugiego w wystawę, uderzył w damę! Zrobił się hałas… pojedynek. Mnie naturalnie wybrali na sekundanta i właśnie byłem dziśw kłopocie, bom miał tylko jeden pistolet, kiedy, przed pół godziną, przychodzi do mnie obrażający i mówi, że niegłupi strzelać się i że obrażony może mu oddać — byle tylko raz. Główkę na prawo, s’il vous plait. No, wie pan, byłem tak oburzony, że porwałem faceta za galeryjkę, kolanem w antresolę i — won za drzwi!… Że też nigdy u pana dobrodzieja nie spostrzegłem ani śladu kobiety: przychodzą pewnie w rozmaitych godzinach, a oko, panie, mam na te rzeczy… no! Pomimo to ani rąbka spódniczki, ani pantofelka, ani kawałka wstążki! A przecież nawet raz u jednego kanonika zdarzyło mi się widzieć gorset; prawda, że znalazł go na ulicy i właśnie chciał bezimiennie odesłać do redakcji. A, panie, u oficerów, szczególniej zaś u huzarów! (Główkę na dół, s’il vous plait.) Czyste zatrzęsienie” itd. Oto znowu Szlangbaum, który pożycza pieniędzy i układa szarady. Ma on wnuczka dziesięcioletniego, który po nim odziedziczył tę sztukę i zachwyca dziadka.
Comments are closed for this entry.