Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (38)
Prus jest i pozostanie tylko powieściopisarzem, tylko artystą. Do rozpraw naukowych (zwłaszcza społeczno-ekonomicznych), do których chęć uczuwa, brak mu nie samej wiedzy, ale zmysłu naukowego. Każdy jego artykuł jest mozaiką fantazji, z drobin wiedzy złożoną. Do faktów rzeczywistych dostawia on urojone, pożądane przecenia, niepożądane usuwa lub ośmiesza; jedna karta z książki, dziesięć cyfr statystycznych, oderwanych z związku z innymi i skojarzonych dowolnie — okruch dowodu wystarcza mu za szereg niewzruszonych argumentów. W sporach nie może przedmiotowo i wiernie przedstawić twierdzeń, które obalić pragnie, i obala fikcję. Jego przeciwnik nie jest istotą rzeczywistą, ale urojoną i mówiącą to, czego on potrzebuje. Bo Prus tak pisze polemiki, jak powieści — tworzy sceny, w których sam przedstawia stronę rozumną, a komuś każe być głupim. Nic go to nie obchodzi, że tę czyjąś głupotę zmyślił; przyzwyczajony jako powieściopisarz do rozdawania ról i kończenia dyskusji według swojej woli, przenosi ten nałóg do sporów naukowych. Gdybyśmy go np. zapytali, gdzie u nas istnieją ultrapostępowcy, którym moralność „wydaje się rzeczą zbyteczną”, gdzie jakieś „prawidła nowej etyki”, usprawiedliwiającej wszelkie występki walką o byt, i skąd on po-czerpnął te twierdzenia, które przytacza w cudzysłowach, nie umiałby wskazać źródła. A wtedy, nie znając artystycznej natury jego umysłu, mógłby ktoś mniemać, że on dla ułatwienia sobie zwycięstwa fałszuje zasady i wywody przeciwników. Tymczasem Prus jest człowiekiem prawym, tylko nie może zapanować nad swoją wyobraźnią i wprowadza ją tam, gdzie dla niej wstęp zamknięty. On nie kłamie, gdy przywodzi fantastyczne cudzysłowy, on tworzy, bo tak mu czynić każe fatalizm jego umysłu. Pamiętną jest niedawna jego kanonada w „Kurierze Codziennym” przeciwko naszym Żydom, która zadowoliła wymagania antysemitów. A jednakże gromił on ich wtedy, kiedy jako odbitka z tego pisma wychodziła Lalka, w której najczęściej tłoma-czący myśli autora Rzecki100 mówi: „Skąd?… [Żydzi wypierają nas].
Z tych pozycyj, których nie zajmujemy albo do zajmowania których sami ich zmuszamy, pchamy ich, błagamy, aby je zajęli [...] W antyżydowskich prześladowaniach zginęły najszlachetniejsze jednostki, a zostały tylko takie, które mogły uchronić się od zagłady [...] Tępiąc wszystko, co lepsze, zrobiliśmy dobór sztuczny i wypielęgnowaliśmy najgorszych.” Na obu przeciwległych stanowiskach Prus sobie nie przeczy, gdyż na obu tworzył. Każdy artysta, poeta, pisarz, sądzący uczuciem, jest konsekwentnym nawet wtedy, gdy wygłasza naj-sprzeczniejsze twierdzenia, zawsze bowiem pozostaje w zgodzie ze swoją wyobraźnią i sercem, a najszczerszy wysnuje z siebie tych przeciwieństw najwięcej. Krytyka, która go za to procesuje, jest śmieszną, bo jeżeli pozwala mu dowodzić, że życie jest jednocześnie piekłem i rajem, natura — głupią i mądrą, to dlaczegóż nie ma mu pozwalać na chłostanie i pieszczenie Żydów, na wiarę i niewiarę w walkę
0 byt? To prawo służy również Prusowi.
Kończymy. Staraliśmy się, o ile ramy dopuszczały, uwydatnić wszystkie zasadnicze cechy jego uzdolnień i wymierzyć ich siłę. Nie jest to filozof, uczony, głęboki myśliciel, oryginalny reformator, ale jest to świetny humorysta z częstymi przebłyskami geniuszu, poeta nizin życia i drobnych żyjątek, zatopionych w morzu społecznym, mistrz obrazków drobnych i postaci maluczkich, dostojnik literatury, a nie protegowany faworyt jakiegoś pisma, nie bohater chwili, znikający zapomniany po ostatnim oklasku przyjaciół. On w piśmiennictwie zostanie i na długo zostanie z wielkim swoim talentem i z czułym swoim sercem.
Comments are closed for this entry.