Dwa bukiety poetyczne (7)
Do myślowych powikłań przyczynia się istota talentu naszej autorki i jego zasoby.
Konopnicka jest naturą nerwową, rozdrażnioną, silnie odczuwającą bóle własnego serca i jęki świata, a nie znającą często tych balsamów, które już wiedza na rany ludzkości przygotowała. Jest ona córką swego wieku, ale raczej jego prądy przeczuwa, niż pojmuje, więcej odżywczych pierwiastków wprowadziła do swej krwi wdychaniem świeżej atmosfery niż spożywaniem posilnych pokarmów. Polska ostatniego stulecia uczonych poetów (jak np. Niemcy) nie miała. Najukształceńszy z nich, Mickiewicz, powierzał się natchnieniom nawet tam, gdzie mu one wiedzy zastąpić nie mogły. Konopnicka również w rytm swego czasu wpada głównie intuicją i dlatego nuty jej, chociaż do kamertonu obecnej doby dostrojone, chociaż w sercach młodego pokolenia oddźwięk znajdują, są często nie dość wysokie i nie dość silne.
Dla zapełnienia tego niedostatku musi tu i owdzie wplatać lub nawiązywać zdawkowy frazes. Gdy śpiewaczce głosu brak, nadrabia ona efektownym ogólnikiem. Komunał taki, rzucony z estrady na koncercie, śród słuchaczów oceniających poezję tylko uchem, ręce do oklasku może poruszyć, ale sercem rozważnego czytelnika nie wstrząśnie — czy to błyśnie „przepaściami toczącymi [?] skałę Syzyfową”, czy ukaże „miłościwe [?] dla smutku błękity”.
Comments are closed for this entry.