Dwa bukiety poetyczne
Jak łąka na wiosnę literatura nasza obsypała się dość rzadkimi u nas kwiatami poezji. Mówiliśmy niedawno o jednym większym utworze rymowanym i dwu zbiorkach; nie licząc pośledniego ziela, mamy znowu dwa bukiety poetyczne — Konopnickiej i Kościelskiego.
P[ani] Konopnicka jest prawdziwą niespodzianką naszego piśmiennictwa. Talent jej nie wykluwał się przed naszymi oczami, nie wzrastał powoli i nie dostał orlich skrzydeł po długim rozwoju, lecz spadł nagle, od razu niemal dojrzały i do wysokich wzlotów zdolny. W poezji jej prawie nie ma pierwiastków, tylko pełne róże, tulipany i narcyzy.
A jakiejże to natury i siły talent? Przed rokiem, mówiąc o pierwszej serii jej utworów, odpowiedzieliśmy już częściowo na to pytanie. Otrzeźwiający duch wieku nie pozostał bez wpływu na umysł Konopnickiej. Nie chwyta ona wrażeń i nie przerabia ich samym uczuciem, lecz kontury swych obrazów każe kreślić rozumowi. Jej wyobraźnia jest racjonalistyczną. Skutkiem takiego rozjaśnienia widnokręgu pierzchły dziś przed jej oczami mary i cienie, które tłumnie przesuwają się w nocy natchnień, oświeconej zaledwie mrugnięciami drobnych gwiazdek wiedzy, a które wieszczom dawniejszego odlewu urządzają scenę i suflerują. Nie, Konopnicka ani szczerze, ani sztucznie się nie łudzi, nie łudzi się wiarą we wszystkich świętych, ustawicznie zajętych robotą w warsztacie natury, w wszechwiedzące duchy, zdolne do rozwiązywania najtrudniejszych zagadek. Nawet jej porównania częściej szukają barw w astronomii niż w mitologii. Nie darmo powietrze, którym oddycha poetka, unosi w sobie pierwiastki dokuczliwych wątpień i elektryzujących prawd, przechodzą one do jej płuc — krwi — serca. Myśl, która dawniej w rymach pieściła się z motylami i bzami, dziś osadza je na szpilkach badawczych.
Comments are closed for this entry.