Nad Niemnem recenzja (3)
Takie hasło, taką zasadę czy formułę socjologiczną wzięła autorka z prądu, który obiega naszą sferę demokratyczną. Z tego ogólnego wniosku przy pomocy materiału obserwacyjnego wysnuła dedukcyjnie rozumowanie artystyczne.
Panowie i chłopi to ogniwa w łańcuchu społecznym krańcowe, za zbyt odległe, więc wybrała nieco bliższe, panów i szlachtę zagonową, która w swej duchowej rudzie ma cieniutkie żyłki kruszcu dworskiego.
Jacyż to są panowie? Benedykt Korczyński, posiadacz średniego folwarku, człowiek uczciwy, ale wszelkiemu apostolstwu bratania się z ludem obcy. Nie krzywdzi prostaków, ale ich łaje brutalnie, ściga sądownie za szkody i trzyma w należytym od siebie oddaleniu. Jego żona, egoistka, zasłuchana w grę własnych rozstrojonych nerwów i zapatrzona w korowód chorobliwych widziadeł skapryszonego serca. Ich syn, napojony w szkołach miłością dla ludu, wycieka ku niemu i powoli staje się przeciwnikiem ojca. Mieszka u nich stara panna, Marta, którą kiedyś chciał poślubić szaraczek, ale ona go ze wstydu, choć wbrew szczeremu pragnieniu, odtrąciła. Pod jej opieką i wpływem pozostaje młoda Justyna, którą kiedyś rozkochał w sobie i opuścił kuzynek, a która teraz będąc przedmiotem krzywdzących pożądań i ofiarą nudów, odrywa się od swego otoczenia i coraz bardziej ciąży do świata pracy, prostoty, szczerości, gdzie znajduje młodzieńca, Janka Bohatyrowicza, wywierającego na nią silny urok. U Korczyńskich bywa wyszarzany, wymiętoszony i wyniszczony hulaszczym życiem pan Różyc, morfinista, który naprzód pragnie Justynę zbałamucić, a wreszcie zaślubić.
Comments are closed for this entry.