Nad Niemnem recenzja (6)
Zapomnijmy o niej, jeśli zdołamy, a utwór Orzeszkowej przedstawi nam się jednym z najpiękniejszych, jakie nasza literatura powieściowa do swego skarbca w ostatnich latach włożyła. Czysty, zdrowy, ożywczy oddech myśli szlachetnej, szczerze postępowej jak ozon owiewa te piękne obrazy nadniemeńskie. Ani w nim śladu stęchlizny i swędów szlacheckich, zaczadzających zwykle nasze powieści.
Ciągle mówi do nas nie pan lub jego lokaj, ale człowiek i jego matka, natura. Jej widoki nakreśliła autorka tak barwnie i żywo, że dziwić się trzeba ich bogactwu na ubogiej ziemi. Całe malowidło jest za obszerne, autorka nie pozostawia czytelnikowi najmniejszej pracy dopełniającej, wyręcza go w myśleniu, dusze swych bohaterów otwiera na oścież i oświeca do dna, a mimo to jakiś dziwny, ciepły i jasny urok magnetyzuje nas z tej książki i zapobiega znużeniu. Po widnokręgu jej świata przebiegają chmury, ale ciągle nie przestaje on być pogodnym, słońce ani razu w nim nie zachodzi i gwałtowna burza się nie zrywa. Jest to roztapiająca wszystkie mroki rzeczywistości w promieniach tęczowego marzenia sielanka społeczna. Po obejrzeniu jej żałujesz, że nie stwarzasz ludzi, bo wielu takimi byś stworzył. Dodać trzeba, że są pewne struny, na których u nas tylko bardzo umiejętna ręka publicznie grać może, a Orzeszkowa nie tylko gra na nich, ale wydobywa piękne i powszechnie zrozumiałe tony. Mój czytelniku, mój zapylony, zmęczony, ze spieczonymi ustami wędrowcze, jeśli chcesz ugasić pragnienie w czystej krynicy, odpocząć po znojach życia w rozkosznym cieniu, poznaj tę oazę.
Comments are closed for this entry.