Pan Graba (2)
Jak kret podkopywał się pod szczęście i spokój ludzki, jak tygrys czaił się na swoje ofiary. Autorka powiada, że był to pająk i muchy 4. Nałapał ich dosyć. Naprzód Kloński, człowiek młody, bogaty, mąż pięknej, młodziutkiej i kochającej go żony, pomimo nieraz najszlachetniejszych porywów, pomimo niepokalanych uczuć rodzinnych, nie ma siły oprzeć się Grabie i wraz z nim zstępuje do ponurych lochów brudnego życia, ażeby dać się okraść z pieniędzy, zapału i godności.
Tylko przypadek, który odkrył niecną intrygę Graby, skierowaną przeciwko żonie Klońskiego, tylko jej gorąca miłość i usiłowanie przywiązania męża do siebie i dziecka, jej na koniec szlachetne zabiegi około wyratowania go z ruiny majątkowej, tylko to mogło powstrzymać nad przepaścią człowieka, który pomimo dobrego gruntu nie odebrał od wychowania żadnej energii moralnej. Nieszczęśliwszym w tej mierze, bo więcej noszącym w sobie śladów złego wychowania, a mniej przez dodatnie wpływy wspieranym, był Tadzio, druga ofiara Graby. Jego matka, płocha aż do późnej starości, rozmiłowana ciągle w gałganach i plotkach, gubiąca z jednakowym żalem tak dzieci, jak broszki i chustki od nosa, taka matka co mogła mu dać na walkę z życiem, na zabezpieczenie się od trujących jego wyziewów? Lekkomyślność i zdolność używania. Stoczył się też po tej fatalnej pochyłości, popychany przez Grabę, i umarł ze znamieniem hańby na czole. Trzecia ofiara szulera, ordynat Edward, jedynie swojej angielskiej zimnej krwi i spleenowi winien był to, że nie zginął, zanim go wyratowano. Chociaż bowiem zatopiony w wdziękach swych klaczy, ,,Times’ie”, porterze i nudach, nie spostrzegał oszustw Graby, to w każdym razie nie poddał mu się do tego stopnia, ażeby rozsądna rada posądzonej o miłość pani Kloń-skiej, skłaniająca go do postawienia sobie jakichś celów w życiu, była już za późną. Zimny Anglik rozgrzał się radą bardziej jak miłością, którą go oszukiwano, i powrócił do pracy w własnych dobrach. W sieci rozsnute przez pająka zaplątała się jeszcze jedna mucha. Była nią Kamila, biedna, piękna i nieugięta przed donżuańskimi zabiegami Graby guwernantka. Nie mogąc jej obałamucić, pomimo że farbował swą duszę tak szlachetnością, jak farbował głowę czernidłem i pudrem, ożenił się z nią. Na drugi dzień starł te udane, tak moralne, jak i fizyczne, barwy i stanął przed żoną nie tylko z siwym włosem i żółtą skórą, ale również i z cynicznym swej podłości wyznaniem. Kamilę widok ten sparaliżował duchowo, odtąd zdrętwiała i zobojętniała nawet na zbrodnię męża. Wzgląd na matkę, którą kochała, zmuszał ją do uległości.
Comments are closed for this entry.