Recenzja Potopu (5)
Bo, rzecz dziwna, chociaż Potop jest szeregiem widoków krwawych, nie okrywają go chmury grozy, lecz jakaś niezmącona wesołość. Autor opowiada wypadki z uśmiechem, a ponieważ dla jego bohaterów wojna stanowi niejako krwawe zapusty, przyjemność i zabawkę, zatem wątek o tragedię nie zaczepia nigdzie i snuje się jak żartobliwa gawęda. P[an] Sienkiewicz unika widocznie dramatu, gdyż pomimo mistrzowskiej wyrazistości i energii w malowaniu, mimo kilku wspaniałych scen (jak np. uczta u Radziwiłła, walka Kmicica w górach przy królu itp.), do kreślenia obrazów istotnie dramatycznych brak mu siły, środków, barw i zwykle wtedy ratuje się uroczystą modlitwą serc cierpiących.
Jako bajka nie przestrzegająca żadnych wymagań i konieczności życia rzeczywistego Potop zawiesza działanie wszelkich praw, zarówno fizycznych, jak moralnych. Wszystko tu fizycznie możliwe, wszystko psychologicznie dopuszczalne, wszystko etycznie przebaczone. Prawda, przedstawia on rozprzężenie stosunków i rozerwanie węzłów społecznych, ale jest może wyjątkowym utworem w literaturze świata bez żadnej moralności. Ani jedna jej reguła nie zachowuje w tym odmęcie swej mocy. Katolicy walczą z Matką Boską, poddani ze swym królem, bracia z sobą, ci przeniewierzają się wodzom, tamci zdradzają ojczyznę, inni palą, rabują i wycinają bezbronnych, a co ważniejsza — wszyscy przy zetknięciu nie czują do siebie mocnych wstrętów i przy sposobności łączą się przyjacielsko, jak gdyby ich nic nie dzieliło. Etnologia twierdzi, że nie znaleziono takiej gromady ludzkiej, która by nie posiadała i nic szanowała jakichkolwiek obowiązków. Otóż taką właśnie nieznaną gromadkę widzimy w Potopie, gdzie jedynym chyba wyjątkiem jest pewien Szkot, z pogwałceniem swych uczuć dochowujący przysięgi żołnierskiej.
Gdy ukształcony autor XIX w. już nie tylko ustawicznie napędza swych bohaterów do modlitwy, ale szerzy zabobon, gdy opisując oblężenie Częstochowy, twierdzi poważnie, że: „Jedna z kul utkwiła w kaplicy, lecz trąciwszy tylko o załamanie dachu, wróciła się z szumem i łoskotem ku obozowi [szwedzkiemu], rozrzucając po powietrzu potok płomieni”5, gdy wspomina o innych cudach, nie pykając go o szczerość wiary w nie, widzimy jednak, że postanowił czytelnikom opowiedzieć bajkę. Bajką też tylko Potop jest, ale, przyznać trzeba, świetną, żywą i zajmującą, a podobno najdłuższą w literaturze naszej. Nie przypominamy sobie bowiem polskiej powieści sześcio-tomowej. W tych rozległych ramach mieści się niewyczerpany kalejdoskop życia obozowego, jakaś legenda wschodnia, bogata w różnorodne pomysły, jaskrawa w kolorycie, upajająca w działaniu, fantastyczny narkotyk, nie dobyty z tworów życia rzeczywistego, ale mocny i odurzający. Potop żadnej epoki nie odzwierciedla, niczego nie uczy, do niczego nie podnieca, jest bezcelową grą świateł wyobraźni, Ale jako baśń historyczna należy do najpiękniejszych dzieł sztuki i nosi na sobie znamię wielkiego talentu. Dla malarza i rysownika jest to skarbnica tematów, dla myśliciela — oryginalny wybłysk fantazji, dla której nie istnieje żadne prawo, prócz prawa efektu.
Comments are closed for this entry.