RSS Feed

Tłumaczenia naszych poetów

Posted on Środa, lipiec 1, 2009 in Publicystyka

Systemat dziadowskiej chwalby i dziękczynności, który tak często powszednim kapłanom naszej literatury wyciska faryzeuszowskie westchnienia i krokodyle łzy, zdobywał się nieraz na gorące podziękowania dla tych wielkich dobroczyńców, którzy pod natchnieniem wielkiej dla nas miłości przełożyli jakiekolwiek nasze arcydzieło na obcy język. Jakież to za każdym razem wzruszenie ogarniało ten lub ów organ naszej prasy, rozrzewnionej szlachetnością tłomacza, z łaski którego Mickiewicze lub Słowaccy przemówili po francusku lub niemiecku! Rozpływano się w entuzjazmie, w podziwie nad sympatiami panów A. lub B. do naszego piśmiennictwa, a uniesienia te często były tak silne, że zapominano postawić sobie dwu bardzo prostych pytań: d 1 a-czego i jak ktoś arcydzieło naszej literatury na język obcy prze-tłomaczył. Pierwsze z tych pytań jest wprawdzie podrzędniejszego znaczenia, niemniej jednak zasługuje na krótkie objaśnienie.

Odgarnąwszy na bok sentymenta, którymi jedni okłamują siebie, a drudzy innych, pozostanie nam dla pierwszej kwestii ta niepoetycz-na, ale rzetelniejsza prawda, że jeśli kto polskie utwory przekłada, poświęca się przede wszystkim dla pieniędzy, które za swą pracę dostanie. Fakt ten nie wyłącza bynajmniej nawet najserdeczniejszych uczuć dla naszego piśmiennictwa. Francuz lub Niemiec mogą sobie bardzo uwielbiać Malczewskiego lub Mickiewicza, to wszakże pewna, że nie uwielbienia każą im przekładać pisma tych mistrzów. Jeżeli w tym sentyment ma koniecznie grać jakąś rolę, to prędzej przypuścić można, że obcy raczej przez miłość dla swojej, a nie dla naszej literatury przyswajają pierwszej arcydzieła ostatniej. Nie mamy więc żadnego powodu być wdzięczni za tego rodzaju grzeczności, przeciwnie, mamy bardzo wyraźne prawo o wdzięczność dla siebie się upomnieć. Że nasz geniusz przeszczepiony został na obcą ziemię, mamy za to poczuwać się do długu?!

Może kto pocieszać się będzie — ba! ileż razy się pocieszano tą myślą, że zagranica się o nas dowie. Dajmy raz pokój z tą żebraniną zagranicznej uwagi. To nie nasz interes, ażeby się o naszych geniuszach dowiedziano. Arcydzieło sztuki nie jest wynalazkiem, dla którego fabrykant musi wyjednać patent i rozreklamować na zarobek. Jeżeli Francja lub Niemcy nie wiedzą o Mickiewiczu, Słowackim, Stwoszu, Matejce itd., to nie nasza, a ich strata. Niemieccy bursze z posiekanymi fizjognomiami zwykli pytać z dumą głupoty, czy Polska leży z tej czy z tamtej strony Uralu — komu ta szczera lub udana niewiadomość ubliża? Jeżeli dla ukształconego Europejczyka jest wstydem nie wiedzieć, kto był Rembrandt lub Calderon, to dziś lub niedługo będziemy mieli słuszność szydzić ze wszystkich na świecie ukształconych cudzoziemców, którzy okażą zupełną nieznajomość Krasińskiego lub Matejki. N a s to nie powinno obchodzić, że polski język nie jest powszechnie znajomy. Na to mamy krótką odpowiedź: niech się uczą, tak jak my się uczymy obcych dla Goethego, Schillera, Victora Hugo, Shakespeare’a, Descartes’a, Kanta itd. Na naszym więc stanowisku kwestia redukuje się do tego prostego zagadnienia: czy mieliśmy lub mamy geniuszów, którzy dla całego świata przedstawiają wielki interes? Jeśli czujemy się w prawie odpowiedzieć na to pytanie twierdząco, to droga, jaką świat naszych geniuszów pozna, i wątpliwość, czy pozna — dla nas rzeczy prawie obojętne. Nie mamy więc potrzeby silić się na żadną wdzięczność dla tych, którzy raczyli naszych mistrzów na obce języki przełożyć.

Pozostaje kwestia druga, mianowicie wartość przekładów. Jak wspomniałem, sentymentalizm często nie pozwalał nam rozciągnąć nad nimi kontroli. Tymczasem podobna kontrola jest naszym obowiązkiem i interesem. Obowiązkiem, bo nikt lepiej od nas nie może osądzić, czy jakiś utwór naszego poety dobrze wytłomaczonym został, interesem, bo przy maleńkim rozpowszechnieniu naszego języka w Europie obcy pokładają nieograniczoną wiarę w tłomaczach. Właśnie w tej sprawie powiemy dziś słów kilka z okoliczności faktu świeżego. Bo nie jest i być nie może naszym zamiarem rozbiór wszystkich przekładów naszych poetów, jakie się kiedykolwiek pojawiły, gdyż dla takiej analizy zabrakłoby w naszym piśmie miejsca, a w czytelnikach zajęcia. Ograniczamy się więc tylko na ostatnich publikacjach, tym więcej że ich charakter zwraca szczególną uwagę.

Tania, popularna, po całych Niemczech rozrzucona Universal Bibliothek 2, będąca zbiorem arcydzieł literatury powszechnej, zamieściła z polskiej przekłady Malczewskiego (Marii) i Mickiewicza (sonetów, ballad i romansów). Ponieważ zaś wydawnictwo to należy do najbardziej rozpowszechnionych, zatem konieczność kontroli nad nim, o ile nas dotyczy, jest niezbędną. Zatrzymajmy się więc naprzód przy Maria, ukrainische Erzählung von Anton Malczewski, aus dem Polnischen metrisch übertragen von dr Albert Weiss (tom 584 zbioru)3. Malczewski miał od początku pewne do tłomaczów szczęście. Jego Marię przekładano 4 w Niemczech co najmniej dobrze. W wysokim stopniu dopomagała do tego zewnętrzna forma poematu, pozwalająca ciężkiej niemczyźnie swobodnie się obracać w długim i klasycznie odmierzanym wierszu. Dzisiejszy więc tłomacz ma z jednej strony zadanie przez naturę utworu łatwe, z drugiej przez poprzedników ułatwione. Obu zapewnie tym względom przypisać należy w znacznej części zalety przekładu dra Weissa. Sądząc jego pracę przeciętnie, powiedzieć można, iż jest wykonaną bardzo szczęśliwie. Głównym zaś jej i nieraz do wysokiej doskonałości posuniętym przymiotem jest wierność. Jeśli czytelnik nasz będzie ciągle miał na myśli, że przełożenie toku polskiego na zupełnie odeń różny niemiecki i zawarcie go w rymy zmusza do ustawicznej i radykalnej zmiany wyrazów tekstu, to łatwo pojmie w próbach, jakie przytoczymy, maximum wierności tłomacza. Byłoby zapewnie pożądańszym dla ścisłości uwag zestawić obok siebie oryginał i niemiecką jego kopię, ponieważ jednak wielu spomiędzy naszych czytelników nie włada dostatecznie germańską mową, nie chcąc ich pozbawiać możności porównania, wyjątki tekstu niemieckiego cytować będę w dosłownym polskim tłomaczeniu.

Czterowiersz Kochanowskiego jako epigraf Pieśni I Marii: „Wszystko się dziwnie plecie Na tym biednym świecie; A kto by chciał rozumem wszystkiego dochodzić, I zginie, a nie będzie umiał w to ugodzić”, dr Weiss tak po niemiecku oddaje: „Dziwnie się wszystko składa na tym tu biednym świecie; kto by chciał rozumem wszystko przeniknąć, chociażby zginął, nigdy mu się to nie uda.” 5 Powszechnie znany początek poematu („Ej! na szybkim koniu gdzie pędzisz, ko-zacze? itd.”) brzmi tak w przekładzie: „Ej! kozaku, dokądże to koń tak rączo cię niesie? Czyś zoczył biegnącego po stepie zająca i chcesz za nim pędzić? Czy z rozigraną myślą chcesz zażyć swobody i z wiatrem ukraińskim puścić się w zawody? Może spieszysz do lubej, która z żałosną pieśnią, odgadniając niecierpliwość, czeka cię wśród wisza-rów? Tak nacisnąłeś czapkę i puściłeś wodze, że aż z dala tuman kurzu ciągnie się pod strzemieniem. Żar rozpala ci oblicze poczernione od słońca, a na nim jak światełko w polu błyszczy radość: gdy twój koń, co jak ty dziki, lecz znający posłuszeństwo, z wyciągniętą szyją szumi, ostro prując powietrze.” 6 Umyślnie trzymałem się w tym króciutkim fragmencie niewolniczo wyrażeń niemieckich, ażeby czytelnik mógł łatwiej ocenić stosunek przekładu do oryginału. Kto zna ów ustęp w polskim tekście, łatwo dostrzegł znaczną wierność tło-maczenia. Dla tych, którzy nie posiadają Malczewskiego pod ręką i dla lepszego uwidocznienia różnic przytaczam drugą próbkę w obu tekstach. W XI rozdziale drugiej części poematu znajdujemy taki z niezmierną siłą skreślony ustęp:

Jak lwica, opuściwszy swoje lwiątko, skoczy

Zajadłym męstwem, gdy je wpośrzód ludzi zoczy —

Jak matka, o wygnańcu straciwszy nadzieję,

Gdy ujrzy swoje dziecię, w radości topnieje —

Z takim zmieszanym czuciem i matki, i lwicy,

Z kordem świecącym w ręku, z lotem błyskawicy,

Zdziwionym, zlękłym oczom gdyby jakiej mary,

Dr Weiss przetłomaczył to w swojej mowie tak: „Co czuć może lwica, rzucając się śmiałym skokiem, gdy ujrzy między ludźmi opuszczone lwiątko, co [czuć może] matka, która zwątpiwszy porzuciła [nadzieję], gdy wygnanego syna znowu ujrzy przy życiu, ich obu uczucia jednoczą się w piersi starego, gdy mieczonosiec ze świecącym kordem, walcząc z orszakiem, lotem błyskawicy stanął przed osłupiałymi ze strachu spojrzeniami, przy boku zięcia. Ty naprzód, dumny chanie, powinieneś odebrać przywitanie!”

Pominąwszy błąd przetłomaczenia nazwy Miecznik na Schwertträger, która powinna była zostać w polskiej formie, tym więcej że autor nawet takich wyrazów, jak czapka, nie zmieniał, widzimy, że przekład, o ile na to rozmaite przeszkody pozwalały, jest wierny. W podobny sposób wyszedł cały poemat, tj. szczęśliwie. Wprawdzie dr Weiss nie zawsze wzniósł się do poetyczności i mocy wyrażeń oryginału, ale to trudno. Nie każdy poeta jest szczęśliwym autorem Giaura, a nie każdy tłomacz genialnym Mickiewiczem.

Zobaczymy teraz, co z tego ostatniego niemieckie przekłady zrobiły. Tu widok zupełnie inny i dość smutny. Rzecz na pozór dziwna, że tenże sam dr Weiss, który w tłomaczeniu Marii pokonał trudności bardzo szczęśliwie, w tłomaczeniu Mickiewicza w znacznej części uległ pod nimi. Jeżeli sobie wszakże czytelnik przypomni, cośmy wyżej powiedzieli o przekładach poematu Malczewskiego, zagadka stanie się dość jasną. Mianowicie utwory Mickiewicza, zwłaszcza drobne, stawiają większe przeszkody niemczyźnie i nie były w przeszłości przedmiotem zbyt udanych pokuszeń. Jak zresztą sam dr Weiss przyznaje, niemiecka publika nie ma dokładnego pojęcia o wielkości Mickiewicza, gdyż dla niej dotąd nawet najgłówniejszych jego utworów nie przełożono.8 Autor więc często musiał tłomaczyć o własnej sile, co zwłaszcza przy lekkiej formy wierszach stawiało mu olbrzymie trudności. Język niemiecki — ciężki, niezgrabny, nie mogący się swobodnie ruszać — dla swych zwrotów potrzebuje przede wszystkim dużo miejsca. Goethe, Schiller, Heine w swych żwawych piosenkach musieli go często przykrajać na cudzą miarę, a zawsze wyczerpywali zeń maxi-mum ruchliwości. Na to wszystko dr Weiss naturalnie zdobyć się nie mógł i dlatego Balladen und Romanzen jego przekładu są tylko parafrazami na temata Mickiewiczowskich utworów, i to, rozumie się, parafrazami w porównaniu z oryginałem miernymi. Dla przykładu przytaczam w podobnym jak wyżej zestawieniu oba teksty w wybranych na traf ustępach. Ot, weźmy np. ostatnie strofy Czatów.

„Ciszej, plemię hajducze, ja cię płakać nauczę!

Masz tu z prochem leszczyńskim sakiewkę;

Podsyp zapał, a żywo, sczyść paznokciem krzesiwo,

Potem palnij w twój łeb lub w tę dziewkę.

Wyżej — w prawo — pomału, czekaj mego wystrzału:

Pierwej musi w łeb dostać pan młody…”

Kozak odwiódł, wycelił, nie czekając wystrzelił

I ugodził w sam łeb — wojewody.

Weiss tłomaczy tymi słowy: „Cicho! gałganie hajduczy! Chcesz, żebym cię piszczeć nauczył? Weź ten proch leszczyński, czysty… Tak! Otrzyj panewkę, podsyp zapał i odwiedź — potem jej głowa zapłaci lub — twoja! Tak!… W prawo… wyżej!… stój!… Czekaj jeszcze! Pozwól mnie strzelić… Muszę przecież jej gacha na śmierć poświęcić! Stój! Za późno! Tylko jedno trzaśniecie… i od strzału kozaka upadł przeszyty… pan wojewoda.”

Comments are closed for this entry.

Porównywarki cen noclegi warszawa alveo Recenzje.divingforum.pl to serwis, który posiada na swych podstronach masę tekstów. Naprawdę warto je czytać. Zamieszczamy gorenje tutaj teksty jedynie wysokiej jakości. Takie, które zostały napisany przez osoby mieszkania bydgoszcz wyjątkowe. Prawdziwych pisarzy książek czy publicystów. Dlatego też nie powinieś Najlepsze forum w sieci SE Satio czytając je mieć wrażenia straconego czasu. Warto często tutaj wchodzić. Tym bardziej, że tanie laptopy stale staramy się dodawać nowe materiały. Praktycznie robimy to w każdy dzień byś miał zawsze dostatek Kredyt Gotówkowy Logopeda Alitalia tekstów do czytania i się nie nudził. Mamy nadzieję, że dzięki temu Twój poziom wiedzy znacznie wzrośnie. Aktualnie znajdują się tutaj recenzje napisane wyłącznie przez Aleksandra Świętochowskiego. Jednak niedługo powinno sie to zmienić i pojawiać się artykuły innych autorów.