O Zoli
Musimy zaznaczyć pewną odmianę naszego sądu o Zoli. Przede wszystkim autor francuski popełnia błąd swoich przeciwników: odmawia racji bytu, artyzmu i pożytku wszystkim innym rodzajom twórczości, z jego metodą niezgodnym. Postępuje on tak w powieści, jak Kalwin w religii: żąda swobody i staje się odszczepieńcem, a innych odszczepieńców ha stosie pali. W swoich traktatach i przepisach prawodawczych dla sztuki rozumuje na podobieństwo słonia, który drwi ze wszystkich zwierząt nie posiadających trąby. Tymczasem ścisła krytyka może się posunąć tylko do równouprawnienia każdego nowego gatunku z innymi. (więcej…)
Dla Mickiewicza
Myśl uczczenia setnej rocznicy urodzin Mickiewicza zapłonęła ogniem, przy którym nie tylko rozgrzały się serca, ale nawet rozpaliły się namiętności i zaczęły się smażyć drobne pieczenie interesów osobistych. W prasie warszawskiej zaroiły się projekty i oświadczenia kupców, gotowych na pomnik dla wielkiego poety odstępować pewien procent z dochodu, w prasie petersbursko-moskiewskiej zawrzała walka o udział Rosjan w obchodzie i składkach. Pomijam oferty kupców, które zbyt pachną reklamą i przypominają sprzedaż rabatową na korzyść małoletnich przestępców, a którym brak tylko pań w sklepach dla ściągania klientów. Pomijam również kwestię sposobu uczczenia drogiej nam pamiątki, gdyż nikt nie może odgadnąć, jaka powinna być zbudowana klatka, dopóki wszystkie ptaki jeszcze są w lesie i nie wiadomo dotąd, który z nich będzie złapany. Tymczasem chcę tylko kilka słów powiedzieć o psychologii kultu Mickiewicza. (więcej…)
Tłumaczenia naszych poetów
Systemat dziadowskiej chwalby i dziękczynności, który tak często powszednim kapłanom naszej literatury wyciska faryzeuszowskie westchnienia i krokodyle łzy, zdobywał się nieraz na gorące podziękowania dla tych wielkich dobroczyńców, którzy pod natchnieniem wielkiej dla nas miłości przełożyli jakiekolwiek nasze arcydzieło na obcy język. Jakież to za każdym razem wzruszenie ogarniało ten lub ów organ naszej prasy, rozrzewnionej szlachetnością tłomacza, z łaski którego Mickiewicze lub Słowaccy przemówili po francusku lub niemiecku! Rozpływano się w entuzjazmie, w podziwie nad sympatiami panów A. lub B. do naszego piśmiennictwa, a uniesienia te często były tak silne, że zapominano postawić sobie dwu bardzo prostych pytań: d 1 a-czego i jak ktoś arcydzieło naszej literatury na język obcy prze-tłomaczył. Pierwsze z tych pytań jest wprawdzie podrzędniejszego znaczenia, niemniej jednak zasługuje na krótkie objaśnienie. (więcej…)
Pisma wierszem i prozą
W dalszym ciągu Biblioteki Klasyków Polskich szybko w tym przedsięwzięciu idący naprzód wydawca przedrukował prace Węgierskiego. Jest to jeden z najpotrzebniejszych, a więc najważniejszych tomików. Węgierski bowiem mniej był u nas przedrukowywany, niż przepisywany ; jak kozioł ofiarny musi on dźwigać ciężkie brzemię grzechów nieobyczajności poetyckiej najrozmaitszego pochodzenia, podczas gdy odtrąciwszy nieliczne wybryki jego pióra, zgodnie zupełnie z nastrojem epoki, był to poeta wyjątkowej w swym wieku czystości sumienia. (więcej…)
Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (38)
Prus jest i pozostanie tylko powieściopisarzem, tylko artystą. Do rozpraw naukowych (zwłaszcza społeczno-ekonomicznych), do których chęć uczuwa, brak mu nie samej wiedzy, ale zmysłu naukowego. Każdy jego artykuł jest mozaiką fantazji, z drobin wiedzy złożoną. Do faktów rzeczywistych dostawia on urojone, pożądane przecenia, niepożądane usuwa lub ośmiesza; jedna karta z książki, dziesięć cyfr statystycznych, oderwanych z związku z innymi i skojarzonych dowolnie — okruch dowodu wystarcza mu za szereg niewzruszonych argumentów. (więcej…)
Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (37)
Ale też trzeba w nim ciągle widzieć przede wszystkim humorystę, którego śmiech milknie dopiero tam, gdzie się odzywa niedola. Potęga jest zbrojną, więc on z niej szydzi; słabość jest bezbronną, więc on ją szanuje. Mozart nie wzrusza go, ale biedny grajek z restauracji — rozczula.102 Pierwszy jest za wielkim, ażeby humorysta mógł go odczuć, drugi za biednym, ażeby on mógł go ośmieszyć. (więcej…)
Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (36)
Nie pamiętamy ani jednego wypadku, w którym by on bronił jakiegoś człowieka publicznego większej siły od napadających go psów, ale pamiętamy wiele wypadków, w których takim psom rany dotkliwe opatrywał. Sądzi on zapewne, że taki człowiek z owej napaści wyjdzie zawsze zwycięsko, a pies mocno pobity zdechnąć może; nie mniej charakterystycznym jest to jego stałe współczucie dla stworzeń nędznych, marnych, upośledzonych, a zarazem obojętność dla doskonalszych, wybranych i znamienitych. (więcej…)
Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (35)
Gdy Prus postanowi stworzyć człowieka dzielnego, z szerokim umysłem i gorącym sercem, to wprowadzi na scenę Wokulskiego, który zarabia setki tysięcy rubli w nieczystej spekulacji dostaw wojskowych, który uszczęśliwia społeczeństwo spółką handlową, odrzucającą procenty jak młynek gospodarski plewy od zboża, który oblega i ostrzeliwa pannę według taktyki naiwnego i natrętnego młokosa. (więcej…)
Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (34)
Wyobraźmy sobie małą galerię pięknych rzeźb, które jakiś przypadek porozbijał i które ktoś, nie dość z ich kształtami obznajmiony, częścią na domysł pozlepiał tak, że wiele członków pozamieniał. Wyobraźmy sobie tedy, że po tej restauracji Herkules ma ręce Adonisa, Wenus — głowę Diany, Kupido — nogi małego Bachusa, wówczas będziemy mieli podobiznę Lalki, a poniekąd wszystkich większych powieści jej autora. (więcej…)
Aleksander Świętochowski o Bolesławie Prusie (33)
Niech no pan słucha — mówi stary — jaki on do mnie w tamten tydzień list napisał. Mój dziadku, on pisał, ten mały Michaś, ja potrzebuje takie szaradę: pierwsze znaczy dół, drugie — przeczenie, wszystko razem kortowe odzienie. A jak dziadzio, on pisał, Michaś, zgadnie, to niech mi dziadzio przyśle sześć rubli na ten kortowy interes” (spod-nie). Dziadzio się rozpłakał i posłał wnukowi cztery ruble, ażeby go nauczyć oszczędności. (więcej…)